Zakaz pasz GMO i jego konsekwencje

Czy da się na ślepo ratować planetę i zwierzęta?

7.9.2019

Ostatnio w kręgu moich zainteresowań znalazły się sposoby wyżywienia rosnącej populacji w obliczu wyzwań związanych ze zmieniającym się klimatem. Alternatywy dla odciskającej znaczne piętno, nie tylko na zdrowiu planety, lecz także i ludzi, diety zachodniej prezentowane są w licznych badaniach, chociaż wiele z nich ma na razie charakter spekulatywny i występuje w formie propozycji, nie zaś konkretnych rozwiązań i technologii. W trakcie szukania materiałów na temat entomofagii, czyli praktyki jedzenia owadów, trafiłem na krótką wzmiankę o planowanym wprowadzeniu zakazu używania pasz GMO w Polsce, o którym wcześniej nie wiedziałem.


O co chodzi w tym zakazie, zrodzonym w okresie prawdopodobnie największego zbiorowego lęku przed nowymi biotechnologiami rolniczymi, i jakie mogą być jego konsekwencje? Czy z tego absurdalnego na pierwszy rzut oka prawa może wyłonić się coś pozytywnego, a jeśli tak, to czy powinniśmy dążyć do takich zmian - potencjalnie dobrych, ale wprowadzanych przez przypadek, jako rezultat kryzysów? Pierwsza część artykułu przedstawia informacje dotyczące zakazu, jego podstaw prawnych, możliwości skutecznej realizacji, a także konsekwencji. Na samym końcu zamieściłem moją krótką refleksję na temat jego dalszych implikacji.

Początki zakazu – ustawa o paszach z 2006

W pierwotnym projekcie ustawy o paszach z 2006 nie było wzmianki o zakazie „wytwarzania, wprowadzania do obrotu i stosowania w żywieniu zwierząt pasz genetycznie zmodyfikowanych oraz organizmów genetycznie zmodyfikowanych przeznaczonych do użytku paszowego”. W tym kształcie pojawił się dopiero w trakcie późniejszych prac nad nim i ostatecznie trafił do tekstu przegłosowanej ustawy. Motywacje tego zapisu były dwie: rzekoma szkodliwość dla zdrowia produktów GMO oraz pragnienie uniezależnienia polskiego sektora hodowlanego od importów soi, która, od czasu wprowadzenia zakazu stosowania mączki kostno-mięsnej w 2003 roku, jest głównym źródłem białka w diecie zwierząt hodowlanych. Pierwsza motywacja ufundowana jest na fałszywych przekonaniach i cynicznie wykorzystuje społeczne lęki przed nowymi biotechnologiami rolniczymi, uznawanymi przez ludzi za nienaturalne i niebezpieczne. Druga, mająca na uwadze bezpieczeństwo żywnościowe państwa i wspieranie rodzimej produkcji surowców białkowych, jest w założeniach jak najbardziej słuszna. Absolutnie bez sensu natomiast był pomysł wprowadzenia zakazu już w 2008 roku. Nie było szans, by w tym czasie dokonać tak radykalnych zmian w sektorze hodowlanym, bez wprowadzania go w stan głębokiego kryzysu. Dlatego też kolejnymi nowelizacjami przesuwano termin wprowadzenia zakazu, najpierw do 2013, następnie do 2017, 2019, a w końcu do 2021 roku. Ta ostatnia data na razie obowiązuje.


Czy zakaz jest zgodny z prawem UE?

W krajach Unii Europejskiej zasady obrotu paszami zawierającymi organizmy modyfikowane genetycznie regulowane są m.in. rozporządzeniami 1829/2003 i 1830/2003. Istnieje rejestr żywności i pasz GM - wszystkie produkty doń wpisane są dopuszczone do obrotu i użytku na całym jej terenie. Omawiany polski zakaz stoi w sprzeczności z rozporządzeniami dotyczącymi “swobodnego przepływu dóbr”, nie można bowiem zakazać obrotu zalegalizowanym w innych krajach UE produktem bez podania merytorycznych, naukowych dowodów na jego szkodliwość. Polska nie jest pierwszym krajem europejskim, który chciał ograniczyć stosowanie GMO. W 2005 roku Trybunał Europejski sprzeciwił się utworzeniu “stref wolnych od GMO” w Górnej Austrii. Także sprawa polska wywołała reakcję Komisji Europejskiej, która wystosowała skargę do Trybunału Sprawiedliwości. Została ona jednak oddalona, ze względu na to, że zakaz jeszcze wtedy nie obowiązywał. Postępowanie Komisji zamknięto i na razie nie wiadomo, co dalej. Polska pozostaje jedynym krajem UE zamierzającym zakazać stosowania pasz GMO w żywieniu zwierząt.


Czy soja GM jest szkodliwa?

Importy soi, z trudem rosnącej w naszej strefie klimatycznej, od wielu lat są duże. Już w latach 70. ubiegłego wieku realizowano w Polsce program zwiększenia produkcji roślin strączkowych w celu uniezależnienia się od sprowadzania jej z zagranicy. W latach poprzedzających uchwalenie ustawy o paszach tonaż importowanej soi sukcesywnie się zwiększał. W sezonie 2001/02 było to 1.3 miliona ton, w 2005/06 już 1.75 miliona.  Badania przeprowadzone w latach 2006/07 pokazały, że prawie 90% przebadanych próbek pasz z soją zawierało jej wersję modyfikowaną genetycznie, co odpowiada zresztą szacunkom mówiącym, że około 90% uprawianej na świecie soi stanowią jej odmiany GM. W Polsce soi używa się przede wszystkim do karmienia drobiu - można założyć, że już przed 2006 rokiem niemal wszystkie kurczęta rzeźne były karmione paszami GMO. Nie zaobserwowano jednak żadnych negatywnych skutków zdrowotnych zarówno dla karmionych soją zwierząt, jak i jedzących ich mięso ludzi.


Soja GM różni się od tradycyjnej tym, że obecne jest w niej egzogenne białko, kodowane przez wprowadzony do niej gen bakteryjny. Dzięki niemu roślina jest odporna na herbicyd o nazwie Roundup. Białko to jest całkowicie bezpieczne dla zwierząt oraz ludzi, nie powoduje alergii i ulega normalnemu rozkładowi do aminokwasów przez enzymy trawienne. Normalnie trawione i rozkładane jest też samo DNA rośliny. Stosowanie jej do produkcji pasz nie wiąże się w jakikolwiek sposób z uwalnianiem tych zmodyfikowanych genów do środowiska, a w mięsie, mleku i jajach karmionych taką soją zwierząt nie da się wykryć śladów transgenicznego DNA.


Przed uchwaleniem ustawy istniały już także polskie publikacje naukowe, które potwierdzały brak negatywnego wpływu karmienia paszą zawierającą soję GM na zdrowie zwierząt, ludzi oraz środowisko. Nad bezpieczeństwem stosowania materiałów paszowych na poziomie UE od 2002 roku czuwa EFSA - Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności, który po rygorystycznym procesie ewaluacji bezpieczeństwa decyduje o wprowadzeniu produktów GMO do obrotu - warto dodać, że wymagania wobec GMO są bardzo wyśrubowane.


Zatem już w 2006 roku dostępna była rzetelna, naukowa wiedza, z którą uczciwe zapoznanie się wykluczałyby jakiekolwiek twierdzenia na temat szkodliwości tego typu pasz. Pomimo tego, być może w ramach desperacji, na podstawie uchwały Rady Ministrów z końca 2007 roku zlecono badania naukowe, trwające od 2008 do  2011 roku, pt. “Wpływ pasz GM na produkcyjność i zdrowotność zwierząt, transfer transgenicznego DNA w przewodzie pokarmowych oraz jego retencję w tkankach i produktach żywnościowych pochodzenia zwierzęcego”. Po raz kolejny nie stwierdzono negatywnego wpływu na nic.


W 2010 European Commission Directorate-General for Research and Innovation na podstawie 130 projektów badawczych, realizowanych w czasie ponad 25 lat, obejmujących ponad 500 niezależnych grup badaczy stwierdził, że: “biotechnologie, a w szczególności GMO, nie są same w sobie bardziej ryzykowne aniżeli konwencjonalne metody produkcji roślin”. Argument o rzekomej szkodliwości pasz GMO w relatywnie krótkim czasie upadł całkowicie. Zakaz, pomimo tego, że został pozbawiony fundamentów, nadal czeka na wprowadzenie.


Pozostaje jeszcze oczywiście kwestia bezpieczeństwa żywnościowego Polski, ale czy nie można byłoby opracować jej bez odnoszenia się do irracjonalnych lęków przed GMO, po prostu przedstawiając rzetelne argumenty za potrzebą lepszego wykorzystania krajowych źródeł białka i konkretne sposoby na realizację tych zamierzeń? Przecież już po wstępnym rozważeniu tego problemu, nawet bez zgłębiania się weń, okazuje się, że zakaz ten prawdopodobnie przerzuci kierunek zależności z importowanej soi GM na importowaną soję non-GM, nie likwidując samej zależności od produkcji zagranicznej, a na pewno nie pozwoli na osiągnięcie zamierzonego celu “Polski wolnej od GMO”, ponieważ nic nie stanie na przeszkodzie w importowaniu produktów pochodzących ze zwierząt karmionych paszami z GMO, skoro i tak nie da się wykryć ich śladu w końcowym produkcie. Sama ustawa wygląda trochę na próbę wprowadzenia rynku w stan kryzysu lub niepewności i lęku, by wymusić konkretne, ale zaimprowizowane zmiany, na zasadzie ślepego eksperymentu, z którego być może coś wyjdzie, na zasadzie “jakoś to będzie”.


Czy da się zastąpić soję GM w żywieniu zwierząt?

Współczesna hodowla opiera się na wyselekcjonowanych pod względem genetycznym zwierzętach, które potrzebują precyzyjnie skomponowanej, bogatej w białko i ubogiej w składniki antyżywieniowe paszy, by zrealizować swój potencjał wzrostu. Brzmi to bardzo ponuro, ale taka jest smutna prawda ogromnego przemysłu mięsnego, który dąży do tego, by w jak najkrótszym czasie, przy jak najmniejszym nakładzie kosztów, przekształcić roślinne białko w białko zwierzęce.


W 2003 z listy dozwolonych surowców białkowych wypadła mączka kostno-mięsna, co było związane z przenoszoną prawdopodobnie przez priony chorobą BSE, czyli gąbczastą encefalopatią bydła, zwaną również “chorobą szalonych krów”. Sprawiło to, że głównym źródłem białka w żywieniu zwierząt stała się śruta sojowa, która ma doskonały skład aminokwasowy, niską zawartość włókna, a po obróbce termicznej także niewielką ilość związków antyżywieniowych. Śrutę uzyskuje się po usunięciu oleju z ziaren soi i rozdrobnieniu. Jest produktem tak dobrym, że może być stosowana w mieszankach w bardzo wysokich koncentracjach, czego nie można powiedzieć o alternatywach soi. Obecnie komponent wysokobiałkowy pasz w Polsce niemal w całości pochodzi z importu.


Soja non-GM

Gdyby Polska chciała zrezygnować z importu soi GM na rzecz konwencjonalnych odmian, wiązałoby się to podwyższeniem i tak już wysokich cen surowca (najwyższej jakości śruta sojowa kosztuje o jedną trzecią więcej niż ta pochodząca z typowych odmian GM), ze względu na ograniczoną podaż. By pokryć zapotrzebowanie sektora hodowlanego, Polska musiałaby wykupować duży procent soi dostępnej na europejskich rynkach - pesymistyczne szacunki mówią o podaży w granicach 4.4 miliona ton, przy polskim zapotrzebowaniu na poziomie około 2 milionów ton. Sytuacja jednak się zmienia, ponieważ w całej Europie popularyzuje się uprawy soi non-GM, których areał od 2012 do 2017 zwiększył się dwukrotnie - z 2.2 mln hektarów do 4.4 mln hektarów. W Polsce uprawy soi non-GM mają marginalne znaczenie, ale i tak jest ich coraz więcej: w 2014 było jej ponad 2 tys. hektarów, w 2015 ponad 4 tys., a w 2017 już 15.5 tys. Według innych szacunków, zawartych w Planie Ministerstwa Rolnictwa, liczby te przedstawiają się następująco: 2012 - 2 tys. hektarów, 2015 - 20 tys. hektarów. Zwiększa się liczba dostępnych odmian, które skutecznie można uprawiać w Polsce.


Prowadzone są również projekty badawcze, mające na celu zmaksymalizowanie skuteczności uprawy w różnych rejonach kraju. Byłoby to pożądane, bowiem uprawa soi wiąże się z korzystnym wpływem na glebę. Rośliny z rodziny bobowatych nawiązują relację symbiotyczną z bakteriami wiążącymi azot z atmosfery i przekształcającymi go w formy przyswajalne dla roślin. Sprawia to, że są one w dużym stopniu uniezależnione od nawozów azotowych. Dodatkowo, zostawiają one dużą ilość azotu związanego w materii organicznej do wykorzystania przez rośliny następcze.


Niestety, nie ma szans, by polska soja mogła pokryć zapotrzebowanie na białko - w 2016 roku wyprodukowano jej tylko 10 tysięcy ton. Te liczby uświadamiają nam, z jak ogromnym problemem musimy się zmierzyć.


Rzepak

W Polsce większość upraw roślin wysokobiałkowych stanowi rzepak, który po usunięciu z niego oleju, pod postacią śruty lub makuchu może stanowić wartościowy składnik paszy. Plan Ministra Rolnictwa dotyczący wykorzystania rodzimych źródeł białka pokłada nadzieje właśnie w rzepaku. Niestety, można go używać jedynie w ograniczonych koncentracjach, szczególnie w żywieniu drobiu i młodych świń, ze względu na ograniczoną ilość aminokwasu lizyny oraz wysoką zawartość włókna i składników antyżywieniowych. Warto jednak nadmienić, że w Polsce uprawia się znakomite odmiany rzepaku, o bardzo niskiej w porównaniu do pochodzących z innych krajów UE zawartości glukozynolanów oraz kwasu erukowego. Problemem jest także to, że uwzględnienie dużej ilości śruty rzepakowej w diecie kur niosek nadaje jajom nieprzyjemnego, “rybiego” aromatu. Istnieją już jednak rasy kur, pozbawione pewnych enzymów, u których nie zachodzi ta zależność. Rzepak natomiast może stanowić sporą część diety dorosłych świń, a przede wszystkim przeżuwaczy (krów i owiec), których skomplikowany i rozbudowany układ pokarmowy radzi sobie nawet z najtrudniejszą do strawienia paszą.


Ogromna część produkcji, wynoszącej 1.5 mln ton, rzepaku przeznaczonego na pasze jest obecnie eksportowana. Ten fakt można częściowo tłumaczyć obawami rolników przed pogorszeniem efektów produkcyjnych. Ministerstwo Rolnictwa planuje wprowadzenie programu edukacyjno-szkoleniowego, mającego za zadanie promocję polskiego rzepaku wśród hodowców.


Rośliny strączkowe

Należy do nich oczywiście soja, ale zazwyczaj zaliczana jest ona do kategorii roślin oleistych. Rośliny strączkowe uprawiane w Polsce to przede wszystkim groch, łubin oraz bobik. Mogą one stanowić jedynie uzupełnienie paszy, ponieważ, po raz kolejny ze względu na obecność włókna i składników antyżywieniowych, alkaloidów, tanin i lektyn, nie są dobrze trawione przez większość zwierząt. Produkuje się ich w Polsce niewiele i nie ma raczej perspektyw na to, by ten stan miał się zmienić. Uprawa tych roślin, pomimo dopłat, jest bowiem często nieopłacalna ze względu na to, że nie można z nich, w przeciwieństwie do rzepaku i soi, uzyskać spożywczego oleju, którego sprzedaż w dużej mierze pokrywa koszty produkcji. Fakt, że uprawia się je w niewielkich gospodarstwach sprawia, że zwiększa się udział pośredników w drodze od producenta surowca przez skup i przetwórnię pasz aż do hodowców, co dodatkowo podwyższa cenę.


Białko zwierzęce

Obecnie w laboratorium referencyjnym Komisji Europejskiej trwają prace nad metodami pozwalającymi na określenie, z jakiego gatunku zwierząt pochodzi białko, po to, by móc przywrócić tzw. skarmianie krzyżowe, co polega na karmieniu drobiu mączką kostno-mięsną pochodzącą ze świń, a świń - mączką wyprodukowaną z drobiu. To pozwoliłoby znacznie zmniejszyć udział soi GM, ale według obowiązujących przepisów nie jest jeszcze możliwe.


Najbardziej interesującą mnie alternatywą jest białko owadzie, ale jeszcze daleko do upowszechnienia jego produkcji na skalę, która pozwalałaby na zastąpienie nim chociaż części tradycyjnych pasz. Współcześnie wiele uwagi w świecie naukowym poświęca się entomofagii, w której upatruje się rozwiązanie wielu problemów żywnościowych przyszłości. Owady dozwolone są od 2017 w produkcji pasz dla akwakultury. Planuje się również w bliskim czasie umożliwienie karmienia nimi zwierząt lądowych. Niestety produkcja ciągle jest kosztowna, a owady karmione byłyby surowcami, które mogłyby być wykorzystane bezpośrednio do karmienia zwierząt, a nawet ludzi, co w zasadzie przekreśla sensowność ich hodowli, gdyż wprowadza kolejne etap zapośredniczenia w łańcuchu wiodącym od białka roślinnego do białka zwierzęcego. Najciekawszym rozwiązaniem, proponowanym choćby w publikacji FAO (Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa), jest wykorzystanie owadów do przetwarzania odpadów z innych sektorów rolnictwa, między innymi gnojówki, co pozwalałoby na skuteczne pozbywanie się zanieczyszczeń i w największym stopniu zgadzałoby się z regułami zrównoważonego rozwoju. Temat jednak zasługuje na osobny artykuł.


Żadna z dostępnym obecnie prognoz nie uznaje możliwości całkowitej rezygnacji z importu soi GM bez negatywnych zmian dla sektora hodowlanego.


Jakie będą konsekwencje wprowadzenia zakazu pasz GMO?

Pierwsze oceny projektowanego zakazu, opublikowane w artykule Brzóski z 2009, były bardzo pesymistyczne. Według pochodzących z nich szacunków wprowadzenie zakazu w 2013 miałoby doprowadzić do znacznego wzrostu cen - drób miałby zdrożeć o 40-50%, mięso wieprzowe o 15-20%, jajka o 30-40%. Kolejną konsekwencją miałby być upadek wielu firm zajmujących się produkcją pasz, drobiu i trzody chlewnej, a co za tym idzie, wzrost bezrobocia w tych sektorach. Tę próżnię, wywołaną załamaniem się rodzimej produkcji, wypełniłyby produkty zwierzęce pochodzące z zagranicy, z prawie stuprocentową pewnością karmione paszami GMO.


Nowszy, bardziej szczegółowy raport Europejskiego Funduszu Rozwoju Polskiej Wsi, uwzględniający przede wszystkim sytuację ekonomiczną, pochodzący z 2016 roku, proponuje podobne, choć bardziej ostrożne wnioski. Ważną aktualizacją tego raportu jest to, że dokumentuje gigantyczny wzrost produkcji drobiu w okresie ostatnich kilkunastu lat, który pozwolił Polsce stać się jednym z czołowych eksporterów drobiu w Europie, wprowadzającym na rynek najtańsze mięso kurczęce. Podstawą tej potężnej produkcji, sięgającej ponad dwóch milionów ton mięsa drobiowego, jest białko sojowe, którego usunięcie skutkowałoby spadkiem produkcji, wzrostem cen i utratą konkurencyjności na rynku europejskim.


Zakaz według wspomnianego raportu dotknąłby każdego ogniwa łańcucha produkcyjnego. Na samym jego początku znajdują się producenci zbóż, będących koniecznym, treściwym dodatkiem do białkowego komponentu paszy. Spadek dostępności soi będzie przyczyniał się do spadku popytu na elementy uzupełniające: pszenicę, żyto, jęczmień, kukurydzę itp. Producenci nie będą mieli szansy na zbycie tej nadwyżki na rynkach zagranicznych, przynajmniej nie od razu. Podobne skutki będzie miał zakaz dla producentów pasz. Przy braku surowca wysokobiałkowego lub znacznego wzrostu cen będzie można spodziewać się zamknięcia wielu zakładów.


Produkcja mięsa drobiowego, jak już wspomniałem, jest polską specjalnością - od 2000 do 2014 wzrosła czterokrotnie, z 500 milionów kilogramów do ponad dwóch miliardów kilogramów. W tym samym okresie spożycie drobiu w Polsce zwiększyło się z prawie 15 kilogramów na osobę rocznie do ponad 27 kilogramów. Prognozuje się kontynuację tych tendencji. Dodatkowo, drób pozostaje dość tani: jego cena zwiększała się o około 2.5% rocznie, a cena wołowiny - o 7%. Ten ogromny rynek produkcji drobiu wygenerował w 2014 11.4 miliarda złotych przychodu i 301 milionów złotych zysku. Zakaz stosowania pasz GMO będzie oznaczał dla wszystkich zwiększenie kosztów produkcji, a dla wielu także ograniczenie jej, z powodu zwyczajnej niedostępności paszy. Kryzys dotknąłby przede wszystkim małych i średnich zakładów, które nie będą miały szans dostosować się do nowej sytuacji ekonomicznej. Najwięksi producenci, zamawiając taniej duże ilości surowców oraz korzystający z efektu skali, w większym stopniu są w stanie uniknąć negatywnych skutków tych zmian.


Podobnie przedstawiać się będzie sytuacja w przypadku hurtowników i sprzedawców. Najlepszą zdolność do reagowania na wzrosty cen mają sklepy wielkopowierzchniowe, sprzedające największe ilości towaru i oferujące najniższe ceny. Mają one duże możliwości nawiązywania kontaktów z zagranicznymi zbywcami, przez co z łatwością mogłyby zastąpić droższy produkt polski konkurencyjnym produktem importowanym. Takiej możliwości nie mają mniejsze sklepy mięsne i stoiska na bazarach, które bazują na kontaktach z polskimi producentami i nie mają możliwości zwrócenia się ku innym źródłom dostaw. Prawdopodobnie ucierpią one najbardziej, a sklepy wielkopowierzchniowe podbiją kolejną część rynku.


Na samym końcu łańcucha znajdują się konsumenci - raczej nie ma co się spodziewać tak znacznego wzrostu cen, jak przewidywał Brzóska, ale i tak konsekwencje zakazu mogą okazać się dotkliwe dla biedniejszych i seniorów.


Co wynika z tych wszystkich liczb?

Współczesna dieta zachodnich społeczeństw zawiera zbyt dużo mięsa i produktów odzwierzęcych. Nie ma wątpliwości co do tego, że należałoby ograniczyć spożycie tego typu pokarmów i zastąpić je roślinnymi alternatywami. Taka modyfikacja wiązałaby się nie tylko z korzyściami dla zdrowia populacji, lecz także zmniejszyłaby emisję CO2, użycie nawozów i środków ochrony roślin, deforestację, a także oszczędziłaby cierpień miliardom zwierząt hodowlanych. Niestety, bogacące się społeczeństwa, a jest ich coraz więcej, raczej zwiększają podaż produktów zwierzęcych i adoptują zachodnią dietę, ze szkodą dla nich samych oraz dla planety.


Rzadziej obserwuje się odwrócenie tej tendencji, chociaż obecnie trudno jest przymykać oko na dobrze poznane i zakorzenione w naukowej intersubiektywności fakty. Niektóre państwa, jak na przykład Holandia, wprowadziły państwowe programy odpowiedzialnej konsumpcji białka. W polskiej polityce raczej panuje atmosfera zadowolenia z wiodącej roli polskiego sektora drobiarskiego na rynku europejskim i nic nie wskazuje na to, by powstały jakieś rządowe projekty poświęcone znalezieniu racjonalnych sposobów ograniczenia konsumpcji mięsa. Zamiast podjąć się rozwiązania tego problemu, całkowicie bezsensownie walczy się z chochołami w rodzaju GMO, którego wyeliminowanie, nawet jeśli byłoby możliwe, nie wiązałoby się z absolutnie żadnymi korzyściami dla zdrowia planety, zwierząt i ludzi. Zmniejszenie spożycia mięsa i produktów mięsnych daje natomiast korzyści, które da się policzyć.


Wprowadzenie zakazu karmienia zwierząt paszami z GMO będzie najprawdopodobniej skutkowało znacznym ograniczeniem produkcji drobiu. Trudno podać konkretne liczby, ale Raport EFRWP przedstawia kilka scenariuszy spadku produkcji mięsa drobiowego - od 20% do 50%, co oznacza, że w najlepszym dla kur przypadku, cierpienia i śmierci może uniknąć prawie pół miliarda ptaków. To doskonałe wieści dla polskich zwierząt, trochę gorsze dla polskiej gospodarki. Zmniejszenie polskiej produkcji będzie powiązane ze zwiększeniem produkcji w innych krajach, w celu zapełnienia powstałej na rynku luki. Zatem w ogólnoświatowej kalkulacji los zwierząt wcale nie ulegnie poprawie. Nie liczmy również na to, że konsumenci spontanicznie sięgną po roślinne substytuty mięsa - spodziewajmy się raczej, że drób zostanie zastąpiony wieprzowiną. Nie oczekujmy też, że spadek dostępności taniej paszy wysokobiałkowej sprawi, że hodowcy zwrócą się ku bardziej tradycyjnym, mniej intensywnym metodom produkcji, bo popyt na tanie brojlery ciągle jest ogromny, a droższy drób wyższej jakości stanowi rynkowa niszę. Dlatego absolutnie nie możemy cieszyć się z zakazu i jego pozornie dobrych dla zwierząt konsekwencji. Politykę powinniśmy budować na naukowych podstawach, a ustawy muszą dążyć do osiągnięcia tego, co racjonalnie jest w nich zaprojektowane, a nie działać na ślepo. Jak najszybciej potrzebujemy planu ograniczenia spożycia mięsa i poprawy warunków życia zwierząt hodowlanych na poziomie nie tylko krajowym, lecz także europejskim.

Bibliografia

Apostolidis, Chrysostomos, McLeay, Fraser, Should we stop meating like this? Reducing meat consumption through substitution, Food Policy, Volume 65, December 2016, Pages 74-89.

Link


Bianchi, Filippo, Dorsel, Claudia, Garnett, Emma, Aveyard, Paul, Jebb, Susan, Interventions targeting conscious determinants of human behaviour to reduce the demand for meat: a systematic review with qualitative comparative analysis, International Journal of Behavioral Nutrition and Physical Activity, volume 15, Article number: 102 (2018).

Link


Brzóska, Franciszek, Koreleski, Jerzy, Korol, Waldemar, Możliwe skutki zakazu stosowania soi GMO w żywieniu zwierząt, Wiadomości Zootechniczne, R. XLVII (2009), 3: 3–10

Link


de Bakker, E. & Dagevos, H., Reducing Meat Consumption in Today’s Consumer Society: Questioning the Citizen-Consumer Gap, J Agric Environ Ethics (2012) 25: 877.

Link


Dzwonkowski, Wiesław, Analiza sytuacji na krajowym rynku pasz białkowych w kontekście ewentualnego zakazu stosowania materiałów paszowych GMO, Roczniki Naukowe Stowarzyszenia Ekonomistów Rolnictwa i Agrobiznesu, XVIII, (2) 2016,  47–52.

Link


Król, Beata, Mazur, Małgorzata, Sieradzki, Zbigniew, Kwiatek, Krzysztof, Aspekty prawne wytwarzania, obrotu i kontroli żywności i pasz genetycznie zmodyfikowanych, Życie Weterynaryjne, 93(8) 2018, 580-584.

Link


Publikacja European Commission Directorate-General for Research, A decade of EU-funded GMO research (2001-2010)

Link

Raport Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej Skutki wejścia w życie zakazu stosowania GMO w żywieniu zwierząt w Polsce

Link


Publikacja FAO Edible Insects - Future Prospects for Food and Feed Security

Link


Raport o stanie hodowli brojlerów w Polsce sporządzony przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki

Link


Rotkiewicz, Marcin,  Czy będzie przełom w ustawie o GMO?, Polityka 2016

Link


Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o paszach 2018

Link


Ustawa z dnia 22 lipca 2006 o paszach

Link


Woźniak, Ewa & Twardowski, Tomasz, GMO – czy w Polsce możliwa jest hodowla zwierząt gospodarskich bez pasz GM?, Nauka 3. (2018), 155-173.

Link


Wrześniewska-Wal, Iwona, Regulacje prawne GMO. Aspekty prawne i środowiskowe, Zeszyty Problemowe Postępów Nauk Rolniczych nr 593, 2018, 101–112.

Link



2019 Tomek Zielke | teoriakulinariow@gmail.com  
design: Jakub Urbaniak | instagram.com/urbaniakportfolio